nienawidze-gotowac

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: sałatki

I oto stało się coś, czego się strasznie wstydzę. Dwa dni pod rząd zrobiłam ciepłą kolację. Z jednej strony – nie powinnam o tym pisac, bo to mi psuje czarny pijar. Z drugiej – muszę podzielic z kimś tą niedolą. Złamałam zasady, zgrzeszyłam, postąpiłam niegodnie. Ponieważ każde zachowanie przynosi jakąś korzyść, zastanawiam sie, jaką korzyśc miałam z tego, że zrobiłam kolację. No dobra, miałam kolację. Ale bardzo krótko.
Kolacja składała się z dwóch elementów: grzanek i sałatki.
Sałatkę stanowił ugotowany, oskórowany bób wymieszany z kaparami. Zalany sosem z kwasnej śmietany i majonezu (w proporcji 3:1), czosnku, pieprzu cyttrynowego, odrobiny soli i soku z cytryny.
Grzanki powstały na bazie ciemnej ciabaty osmarowanej gorgondzolą i posypane grubo posiekanymi orzechami włoskimi.
Dzisiaj po południu wyruszam na poszukiwane grupy wsparcia, bo całkiem się chyba zepsułam.

Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że teraz to mi się nie tylko

gotować nie chce, ale i pisać. No, ale kobyłka się rzekło,

rzeknie się i beeeee.

A tak nawiasem wspominając, to byłam dzisiaj w kinie i po kinie

pojszłam

do Burdel Kinga. A że to w centrum handlowym było, to miałam

bogate pole do obserwacji. Ile ludzie jedzą hamburgerów!

To się w pale nie mieści.

A przecież dzisiaj Wielki Piątek. A to post jest przecież, i to jakoby wielki.

A ludzie nic, tylko te hamburgery wpieprzają. Wielkie jak młyńskie koła.

Jak wołowa morda po oczy. Jak rozeta na witrażu kościoła.

No  przechodzimy do ad remu. Kilka tygodni temu zrobiłam sobie

mrożony tort bezowy. Blaty kupiłam gotowe, bo nie miałam

zmagazynowanych białek, a w ogóle to mi się

nie chciało piec tych bezów, bo wtedy ani prania nie  można zrobić

ani wody zagotować, bo korki wywala, a w ogóle białka mają być

na bezy czekoladowe.

Gotowe blaty (trzy sztuki) kosztowały 5 zł.

Szklankę i 1/4 szklanki cukru, szklankę soku z cytryny, otartą skórkę
z cytryny (jakieś dwie łyżki zupowe) i 75 g masła zagotowałam.

6 jajec ubiłam mikserem (razem żółtka i białka)
do tego wlałam te bumalajze cyrrynową, przestudzoną
wymieszałam, przelałam do garnuszka i gotowałam, aż zgęstniało.
Beznadziejna robota, trzeba mieszać i pilnować, żeby się nie zrobiły takie grudy

jak w budyniu.
Pizgłam do miski, przykryłam folią żeby się nie zrobił kożuch

i poszłam obejrzeć Hausa.
W tym czasie ta bumelajza wystygła.
Ubiłam półtorej szklanki kremówki.
Do ubitej kremówki dodałam ten kit cytrynowy ,

wymieszałam przełożyłam blaty,

wsadziłam do zamrażarki i poszłam oglądać Hausa.
Tego dnia rzygałam Hausem.

Poza tym polecam sałatkę Moni.
Się miesza: por (białe części – ja blnaszuję),

kurczaka wędzonego i ciemne winogrona

przekrojone na pół. Można skleić majonezem.

Ja mieszałam majonez z kwaśną śmietaną i ząbkiem czosnku

Robiłam też pastę z jajek na twardo i zielonych posiekanych oliwek

Nie bardzo mam pomysł jak to opisać. Gotuje się jajka na twardo, sieka,

sieka się oliwki,

kroi cebulę (najlepiej czerwoną) wszystko razem

miesza, skleja majonezem i się ma pastę – ale niezbyt długo.

 

Wesołych świąt, alleluja i do przodu.



  • RSS