Dzisiaj rano
doznałam iluminacji. Iluminacja, w dodatku przed ósmą rano, to jest naprawdę
coś (tak, jestem zajebista!). Otóż nie chodzi li tylko i wyłącznie o to, czy ja
nienawidzę, czy lubię gotować. Chodzi też o to, że kiedy mam pisać o czymś, co
jest tak oczywiste jak oddychanie, tracę chęć. Czy można opisać proces
sporządzania kanapek (owszem, można, ale litości!). Lub cokolwiek innego, co
wynikło z improwizacji? Czuję się wtedy jak stara, zrzędliwa, sklerotyczna
baba, która poucza, jak należy przechodzić przez jezdnię. Albo jak
erotoman-gawędziarz.

Ale dobrze.
Niech będzie.

Kupiłam
kilogram świeżego szpinaku. Opowieści o gehennie z płukaniem szpinaku uważam za
mocno przesadzone. Ale może to dlatego, że postanowiłam powrócić do
praktykowania uważności.

Co do
szpinaku natomiast, to połowę kilograma pobawiłam za pomocą nożyczek ogonków, a
liście zalałam zimną wodą w wielkim saganie. Następnie gołymi rękami odłowiłam
liście na sitko, wodę z sagana wylałam, sagan opłukałam, odstawiłam i od tej
pory nie interesowałam się nim aż do następnego dnia, kiedy to płukałam
następne pół kilograma. Niezbyt wielkie porcje liści zalewałam wodą w wirówce
do sałaty. Znowu płukałam, wyjmowałam sitko, odlewałam wodę i wirowałam.
Ćwicząc uważność, z uwagą i szacunkiem przyglądałam się liściom szpinaku i
myślom, które się we mnie pojawiały, inspirowane szpinakiem.

Pokroiłam je
na paski, wrzuciłam do miski. Dodałam miąższ z połówki pomarańczy, poszarpany
palcami. Pozostałą połówkę pomarańczy zamknęłam w pojemniku, a pojemnik w
lodówce. Dorzuciłam trumienkę poziomek (bo truskawki są do niczego po tych
deszczach). Zalałam sosem winegret. Skropiłam lekko octem balsamicznym.

Następnego
dnia w ten sam sposób wypłukałam pozostałą część szpinaku. Dodałam dwa owoce
awokado, wydłubane ze skórek za pomocą łyżeczki do jogurtu. Poszarpałam palcami
odłożoną w razie Niemca połówkę pomarańczy. Dodałam garść pestek słonecznika
(bo nie miałam pestek dyni). Zalałam winegretem.

Następnie
uważnie przyglądałam się myślom, które pojawiały się we mnie w reakcji na uwagę
Dzie(g)cia, że mnie można zamknąć w zupełnie pustym pokoju, a ja w ciągu kilku
minut zrobię fantastyczną sałatę.

Po czym
porzuciłam na chwilę praktykowanie uważności, zachwycając się myślą, że jestem
kreatywna i ociekam zajebistością.